Ostatnio, któregoś słonecznego dnia, tak sobie szłam z kumplem po fachu do sklepu i nagle po krótkiej obserwacji otoczenia stwierdziłam – „Śmierdzi tu... gdzie nie spojrzeć pełno gówna”, na co on powiedział – „jaki rząd, taki kraj”. Nie do końca mi o to chodziło, ale słuszne stwierdzenie.
A tak poza tym?
Życie mnie boli i rzygam nim. No cóż, kolejny kryzys z serii: „znowu mi się w życiu je*ie”. Ale kto by się tym przejmował?
Biodro mnie boli, aż chodzić nie potrafię. W sumie czego się można spodziewać, po odstawieniu leków? Ale nie wrócę do nich, bo jak je biorę, to mój „wqrw życiowy” truje każdego w promieniu 1km.
Jak tak sobie myślę, to z dwojga rzeczy, wolę kiedy mnie boli ciało niż sumienie. Tak jakoś mi łatwiej.
Ale alergia mogłaby mi przejść...
A jutro jadę do szpitala na wszystkie możliwe badania. Jakoś w ogóle mi się to nie usmiecha.
No cóż, żyje się dalej.
Dożyłam! Nic sobie nie złamałam, ani nie zwichnęłam, ani nie skręciłam... ba! Nawet ani razu nie upadłam ;).
XVIII Festiwal się skończył... zresztą wszystko co dobre szybko się kończy. No cóż, takie życie.
W tym roku właśnie moja klasa, miała na głowie zorganizowanie XVIIIFT. Motyw przewodni wymyśliliśmy już rok temu, w kwietniu zaraz po zakończeniu XVIIFT. Był nim teatr dalekiego wschodu, a dokładniej Chin, Japonii i Indii. Potem były wakacje i co tygodniowe wykłady na temat teatrów orientu. Potem zaczęła się szkoła, coś tam zaczynało się dziać, ale było głównie nastawione na zarabianie kasy, na dekoracje i co najważniejsze nagrody. I to jakoś szybko przeszło. Sponsorów było kilku, kilka razy dorabialiśmy sobie w Tesco i tak jakoś uzbieraliśmy. Potem zaczęły się jakieś konkretne działania. Plany dekoracji szkoły, przygotowywanie inauguracji, zbieranie zgłoszeń, walka z przeciwnościami losu (XVIIIFT miał być odwołany z powodu remontu szkoły...). Ja głównie zajęłam się sekcją dekoracyjną. Znaczy się zrobiłam SMOKA chińskiego, potem kilka parawanów na okna, załatwiłam osobę, która uszyła GEJSZOM kimona i potem pomoc ogólna. Dużo opowiadać zresztą... w każdym razie Festiwal udał nam się piękny, dekoracje mieliśmy na medal (nawet pani dyrektor pochwaliła, co się zdarza bardzo rzadko!), wszyscy są zadowoleni i oczekują przyszłorocznego Festiwalu, którym już niestety nie moja klasa się zajmuje. A szkoda, bo to naprawdę piękne przeżycie. Chociaż prawdą jest, że podczas festiwalu niektóre znajomości się zawiązują, a niektóre rozwiązują, całe szczęście moje się tylko lekko poluzowały i już po nieco tygodniu wszystko jest na swoim miejscu. Dobrze jest mieć wyrozumiałych przyjaciół.
Szkoda, że już się skończył... Jak tak o tym piszę, to mi się smutno robi.
Święta są... kolejne święto stworzone dla ludzi przez ludzi. No cóż, nie powinnam narzekać. Mam wolne przynajmniej :D.
Już dzisiaj zakończenie Festiwalu. Jeżeli tylko dożyję wieczora, napiszę coś nieco.
Trzymajcie kciuki, żebym się nie zabiła na scenie... będę jeździć w kimonie na rolkach :D
Przepraszam wszystkich za chwilę przerwy w pisaniu bloga. Natężenie działań festiwalowych ponownie wzrósł, a mój "totalny-brak-czasu" jest do niego wprost proporcjonalny. Jednym słowem - nie mam kiedy pisać.
Trzymajcie kciuki, żeby wszystko poszło git!
Kolejne zdjęcie z serii festiwalowej:
Padnięta jestem.
Brat wyjechał. Nareszcie. Od razu wszyscy w domu się uspokoili, ze mną na czele. Wychodzi na to, że w moim domu może się znajdować tylko jeden męski pierwiastek – mój pies. Gdy poziom testosteronu jest za wysoki, to zaraz się jakoś nerwowo robi.
Czy w przyszłości, w ramach poświęcenia, dam się zamknąć w domu z dzieciakiem i wszystkimi pracami domowymi, jakie porządna kura domowa powinna wykonywać, w czasie gdy potencjalny małżonek ma wolą rękę w rozwijaniu siebie i swojej kariery zawodowej i nie tylko? Szczerze w to wątpię... A jednak - ktoś tak właśnie widziałby moją przyszłość.
Ech... i jak tu się nie zdenerwować? Nie lubię jak mi ktoś mówi jak powinnam żyć, bo za mnie nie umrze.
Mam ochotę pójść na spacer do parku róż, wygrzać się w słoneczku i popatrzeć sobie jak pływają kaczuszki. Niestety – pogoda mi nie sprzyja.
Dostałam silnej motywacji ze strony mojej wychowawczyni i wzięłam się po długiej przerwie za stronę klasową. Jak tylko skończę wrzucę linka. Zapomniałam już jak się robi w html... czarna magia... będę musiała odświeżyć sobie pamięć, bo ciężko to widzę.
Po dwóch tygodniach zapierdalania na Festiwalu, nadszedł czas na zapierdalanie do nauki... wybaczcie za wulgaryzmy, ale inaczej się tego nie da opisać.
Nie chce mi się.
Miłego wieczoru życzę.